piątek, 9 grudnia 2011

szczerbiec

Ledwo ucichł zgiełk walk prowadzonych przez Bolesława Chrobrego z cesarzem Henrykiem II, a już na nowo przyszło siodłać koni książęcej drużynie. Oto zięć Chrobrego - Świętopełk kijowski, pokonany w walce o tron przez swego brata Jarosława, zwanego Mądrym, skłonił teścia do wyprawy na Kijów w celu odzyskania dlań korony. Chrobremu schlebia rola arbitra, powiódł, zatem ku Rusi liczne wojsko, w tym 300 najętych niemieckich rycerzy, 500 Węgrów i dwakroć tyle Pieczyngów. Sforsowawszy Bug, po przebyciu olbrzymiej drogi zadał Jarosławowi druzgocącą klęskę pod Wieleniem. To świetne zwycięstwo otworzyło mu drogę do miasta słynnego z piękna i bogactwa, do stolicy Rusi - Kijowa. Miasto nie broniło się. 14 sierpnia 1018 roku mieszczanie Kijowa otworzyli bramy wkraczającym wojskom. Książę polski triumfalnie wjechał do miasta i - jak podaje nasz najstarszy kronikarz Gall Anonim - obnażonym mieczem uderzył w Złotą Bramę, najpiękniejszą w mieście. Dwieście lat po powstaniu opowieści Galla anonimowy autor dopisku do tzw. Kroniki Wielkopolskiej Godysława Baszka rozbudował opowieść naszego dziejopisa dodając: "Z tego uderzenia miecz dostał małej blizny, która to blizna zowie się po polsku szczerbina i dlatego [miecz ten] Szczerbiec się nazywa".

Dwa te przekazy stały się źródłem wielowiekowej legendy powstałej wokół miecza Bolesława. Szczególnie przekaz Kroniki Wielkopolskiej zapładniał fantazje późniejszych kronikarzy, historyków i powieściopisarzy. Autor XIV-wiecznych dopisków bowiem nie tylko uzupełnił przez Galla, ale i upiększył go opowieściami w rodzaju tych, że miecz ów darowany został Chrobremu przez anioła i że od tego czasu używa się go przy koronacjach królów jako insygnium władzy. W innej wersji utrzymywano, że mieczem królewskim obdarowany został Chrobry przez cesarza Ottona III w dniach zjazdu gnieźnieńskiego w 1000 roku. Od tej pory miecz ten używany miał być przez królów i książąt polskich we wszystkich wyprawach wojennych. W czasie pokoju natomiast miano go przechowywać wraz z innymi odznakami królewskimi: koroną, berłem i jabłkiem tronowym, w skarbcu królewskim mieszczącym się w kościele katedralnym św. Wacława w Krakowie.

Znany inwentarz skarbca królewskiego z 1110 roku, a także późniejszą wiadomość z XIII wieku o stanie insygniów w nim zdeponowanych nic nie wspominają o przechowywaniu Szczerbca w skarbcu. I nikt By go nie znalazł ani w skarbcu królewskim, ani gdziekolwiek indziej. Po prostu ani w XII, ani nawet w XIII wieku Szczerbiec jako miecz królów polskich jeszcze nie istniał. Jak zatem należy rozumieć przekazy Galla Anonima i Kroniki Wielkopolskiej?

Przypomnijmy sobie okoliczności, w jakich wjeżdża Chrobry do Kijowa. Pokonane miasto otwierało mu bramy jako zwycięzcy i triumfatorowi. Występując w tej roli mógł Chrobry rzeczywiście uderzyć w bramę miasta swym mieczem, ponieważ w średniowieczu przyjął się symboliczny zwyczaj dotykania orężem murów lub bramy pokonanego miasta (później słupów granicznych pokonanego kraju) przez zwycięskiego wodza. Na pewno nie mógł uderzyć w odrzwia słynnej Złotej Bramy, bowiem zbudowano ją dopiero w 1037 roku, a więc w dwanaście lat po śmierci Chrobrego. Złota Brama była, więc rekwizytem w opowieści Galla tylko rekwizytem mającym uświetnić opis symbolicznej czynności oznaczającej objęcie w posiadanie buntowniczej stolicy. W tym samym sensie rozumieć należy analogiczny przekaz Galla, według którego Bolesław Szczodry podczas wjazdu do Kijowa, po pokonaniu przeciwników swego zięcia Izasława, miał również uderzyć mieczem w bramę miasta. Symbolicznego znaczenia obydwu tych faktów nie potrafił zrozumieć nie znany nam z imienia autor dopisków do Kroniki Wielkopolskiej; opowieść Galla działała tylko na jego wyobraźnię. A ponieważ w XIV w., tj. w czasie, gdy dopiski te powstawały, miecz królewski ze szczerbą na głowni rzeczywiście był już w użyciu (przechowywano go wraz z innymi insygniami w skarbcu krakowskim) pomysłowy autor postanowił przy sposobności wyjaśnić sprawę jej pochodzenia. Nie wiemy tylko, czy też przekazał nam krążącą o pochodzeniu szczerby legendę.

W jaki sposób znalazł się Szczerbiec w skarbcu wtedy, gdy powstały te dopiski? Sprawa nie jest prosta. Otóż, w chwili gdy Władysław Łokietek przygotowywał się do koronacji w 1320 roku, wypłynęła nagle potrzeba insygniów królewskich. Po prostu nie było ich w tym czasie w Polsce. Starą koronę Chrobrego wywiozła do Niemiec jeszcze w 1032 roku Ryksa, żona Mieszka II, nowsze oznaki władzy Szczodrego, których użył do swej koronacji w 1295 roku Przemysław II, przeniósł do Czech król Wacław II. Musiał, zatem Łokietek zlecić wykonanie nowych insygniów i przy tym nie tylko w pełni odtworzył zasób skarbca przed jego grabieżą, ale także dołączył nowy miecz królewski, używany do koronacji, zwany później Szczerbcem. Łokietek otrzymał go od książąt mazowieckich, w których posiadaniu miecz znajdował się prawdopodobnie już od roku 1242, kiedy to książę Konrad, w nieznanych bliżej okolicznościach, nabył go od Krzyżaków. Napis łaciński wyryty na rękojeści w połowie XIII wieku głosił, że miecz stanowi własność jakiegoś księcia Bolesława. A ponieważ właściciel miecza w napisie tym występuje w osobie trzeciej, wynika stąd, że napis ten mógł położyć tylko książę Konrad, mając na myśli swego syna Bolesława, któremu miecz podarował. Próby zidentyfikowania tego Bolesława z synem Mieszka Starego, ks. kujawskim Bolesławem, który zginął w bitwie nad rzeką Mozgawą w 1195 r. nie mają jak się wydaje dostatecznych jeszcze podstaw. Właścicielem miecza został po Bolesławie Mazowieckim jego brat Kazimierz ks. kujawski, który też przekazał go swojemu synowi Władysławowi Łokietkowi.

Szczerbiec był prostym obosiecznym mieczem roboty niemieckiej, wykonanym najpóźniej w XIII w. Na jego rękojeści za pomocą techniki grawerunkowej i niella wyobrażone były symbole ewangelistów oraz Chrystus pod postacią baranka. Na wygiętych jelcach rękojeści, obok napisu Konrada, położonego później, wyryte były także napisy pochodzenia krzyżackiego - dwa łacińskie, utrzymane w tonie dewocyjnym i tajemniczy napis o znaczeniu mistycznym najprawdopodobniej w jednym z języków wschodnich. Mimo usilnych starań napisu tego nie udało się do dnia dzisiejszego rozszyfrować. Ponadto miecz posiadał małą szczerbę pośrodku głowni, a nie na ostrzu, nie mógł być więc nigdy wyszczerbiony o coś twardego.

Z tego, co powiedziano powyżej, wynika, że pierwszym królem, który posiadał słynny miecz, nie był nim Chrobry, ani nawet Szczodry, ale dopiero Władysław Łokietek. W zawodnej pamięci ludzkiej zatarło się imię właściwego fundatora insygnium - powszechnie uważano, że zarówno korona, jak i miecz koronacyjny pochodzą od Bolesława Chrobrego, którego sława żyła nie tylko na pergaminowych kartach kronik i roczników, ale była przekazywana z pokolenia na pokolenie za pośrednictwem ludowych legend i przypowieści. Nie było też dziełem przypadku, że powiązanie symbolów władzy z osobą Chrobrego dokonało się właśnie w XIV stuleciu, kiedy to nastąpiło szczególne nasilenie kultu pierwszego króla Polski (czego dowodem może być choćby fakt wystawienia mu ok. 1345 r. pomnika nagrobnego w kościele katedralnym w Poznaniu), Ponadto wiąże się to także z ogólną tendencją podkreślania prastarego, zazwyczaj od twórców państwa wywodzącego się pochodzenia insygniów królewskich. Tak było we Francji, gdzie wywodzono korony i miecz od Karola Wielkiego; podobnie rzecz miała się na Węgrzech, gdzie koronę łączono z imieniem króla Stefana; zupełnie analogiczną sytuację znajdziemy w Anglii, gdzie wykonanie korony jest przypisywane królowi Edwardowi Wyznawcy; tak też było w Czechach, gdzie insygnia kojarzono z postacią św. Wacława. Dodać przy tym trzeba, że w rozpowszechnieniu się mniemania o Bolesławowym pochodzeniu Szczerbca wiele było zasługi Galla, który właściwie podsuną, po przez swoją łatwo trafiającą do wyobraźni opowieść, rozwiązanie sprawy pochodzenia nie tylko miecza, ale i "szczerby" na nim się znajdującej.

Ciekawe i burzliwe są dzieje Szczerbca. Prze pięć wieków przechowywany był w skarbcu królewskim; liczne inwentarze sporządzane mniej więcej, co lat kilkadziesiąt, potwierdzają jego obecność. Używano go do obrzędu koronacyjnego wszystkich królów polskich aż do czasów Stanisława Augusta, z wyjątkiem koronacji Augusta III Sasa, w czasie której - jak podaje współczesna relacja - użyto "długiej klingi niemieckiej, obosiecznej w kształt miecza, który umyślnie do tego aktu przygotowywano".

W tajemniczych i niewyjaśnionych okolicznościach Szczerbiec znikł, wraz z koronami, ze skarbca w końcu XVIII wieku, najprawdopodobniej po trzecim rozbiorze Polski. Dopiero później z odkrytej korespondencji króla pruskiego Fryderyka Wilhelma II do gen. Ruetsa, głównodowodzącego wojskami pruskimi okupującymi Kraków. Wiadomo, że korony dostały się na dwór pruski, gdzie następnie uległy rozebraniu i częściowemu przetopieniu. Natomiast o losach Szczerbca nie da się powiedzieć nic pewnego. Wypłyną znów na widownię dopiero w r. 1819, jako własność Rosjanina Łabanowa, który miał nabyć nasz zabytek od jakiegoś Ormianina. Następnie stanowił własność ks. Demidowa, od którego odkupił go znany antykwariusz rosyjski Bazylewski. Przez tegoż Bazylewskiego Szczerbiec, wraz z innymi zabytkami i dziełami sztuki, został wystawiony w r. 1878 na wystawie paryskiej w pałacu Trocadero. Oglądany tam przez polskich historyków sztuki, został zidentyfikowany jako miecz koronacyjny królów polskich. Wiadomość tę prasa ówczesna podała jako nie lada sensację. Zakupiony w r. 1884 do zbiorów petersburskiego Ermitażu pozostawał tam aż do 1928 roku, kiedy to w myśl postanowień traktatu ryskiego Szczerbiec, wraz z innymi zabytkami polskimi, zwrócony został Polsce. Do roku 1939 przechowywano go w skarbcu krakowskim na Wawelu; na początku wojny, wraz z bezcennymi arrasami wawelskimi wywieziony został do Kanady, gdzie długo dzielił los polskich dzieł sztuki. Po dwudziestu latach wrócił do Kraju, aby wzbogacić zbiory wawelskie.

Kuczyński S. K. - Mówią Wieki - luty 1959

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz